2017/06/20

Strange things did happen here... czyli o trzech latach w kilku słowach


Byłam dziewczyną pełną obaw, kiedy musiałam iść na rozpoczęcie roku w nowej szkole (tylko piętro wyżej, ale jednak nowa...). Osoby z mojej klasy znałam od minimum trzech lat, a i tak zastanawiałam się, czy te wakacje niczego nie zmieniły między nami. Przejmowałam się tym, że będę sama. W sumie to chyba moja standardowa obawa. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdzie stałam. Przy schodach, obok innych moich koleżanek, które stały stłoczone w kółku i rozmawiały.
W pierwszej klasie było naprawdę fajnie - poznałam nowych ludzi, udzielałam się w kołach zainteresowań, zaprzyjaźniłam się też z moją cudowną przyjaciółką. Pamiętam, że to był super czas i chociaż na początku bałam się wielu rzeczy, szybko wszystko przyswoiłam.


 Miałam chyba jeszcze większe obawy po wakacjach. Moja przyjaciółka wyjechała za granicę, wyprowadziła się. Wiedziałam, że będę czuła się zagubiona i tak było. W dodatku ten rok nie był dla mnie, to dokładnie pamiętam. W drugiej klasie wiele rzeczy się pozmieniało, wielu ludzi także, a ja wciąż szukałam siebie. I wiecie co? W trzeciej klasie, gdy już kończę, czuję się coraz bardziej skołowana. Gimnazjum nie było najlepszym czasem w moim życiu i chyba było coraz gorzej. W tym momencie sama nie wiem, czy chciałabym tam zostać, czy może raczej opuścić budynek raz na zawsze. Przeżyłam tam wiele chwil - smutnych i radosnych, które na zawsze zapadną mi w pamięć, których nie mogę tak odwołać i chyba  nie chcę. Ale nie zdecydowałabym się na kolejne trzy lata. Szkoda mi jest żegnać się  kolegami i koleżankami z klasy, żałuję, że najprawdopodobniej urwie nam się kontakt. Żałuję, że wciąż nie odnalazłam siebie, a jeszcze bardziej się pogubiłam i za każdym razem kiedy zaczynałam siebie na nowo budować, ktoś wchodził z butami i deptał to wszystko. Zawsze, gdy nabierałam pewności siebie, komuś się to nie podobało. Niejednokrotnie ktoś sprawiał, że opinia innych na temat mnie stawała się ważniejsza, niż to, kim naprawdę chcę być i jestem. Moje dwa kroki w przód stawały się okazją, aby pociągnąć mnie o trzy do tyłu.
A teraz? Nie wiem już nic, naprawdę. Chyba mój optymizm uciekł, a z każdym przykrym wydarzeniem lub jakąś smutną myślą czy wspomnieniem ulatnia się coraz bardziej. Cieszę się, że wyjdę w piątek z tych murów, ale żal mi jest tych wszystkich wspomnień i faktu, że niektóre chwile już się nie powtórzą - można sprawić tylko, aby były nowe. Czy spotkam się kiedyś z niektórymi osobami? Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję. Na wiele rzeczy mam nadzieję, a zwłaszcza na to, że po tylu latach błądzenia wreszcie odkryję, co tak naprawdę jest dla mnie ważne i nabiorę pewności siebie, która teraz jest chyba na poziomie 0, czyli niżej niż na samym początku.


Jak jest z Wami?

Ankuuls going out, xx

insta | snap: nusia75

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz