2017/03/19

no more shit.

HEJ


Ostatnie pięć dni spędzone w szkole o mało nie stworzyło mimicznej zmarszczki zdziwienia na moim czole. (ah, ten rym...) Czy kiedykolwiek przez równe pięć dni zmieniło się u Was coś o 180 stopni? W szkole. Twierdziłam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Tylko w amerykańskich produkcjach nagle główna bohaterka dowiaduje się o tym, że wszystko wokół niej jest inne niż tak naprawdę się wydawało. Tylko tam nieoczekiwanie powstają grupki i tworzą się podziały. Przecież tam tylko są popularne dziewczyny kontra te, które wolą własne towarzystwo. Heh, przewrotny los zażartował sobie z naszej klasy.
Pewnego poniedziałkowego dnia, kiedy dzień miał być piękny i słoneczny, a lekcje w szkole zastępowały apele i konkursy, wszystko postanowiło się pokręcić. Dotychczas nasza klasa, którą uważałam za nadzwyczaj zgraną, w której ludzie się lubią i dogadują, podzieliła się na dwie grupki. Dla mnie to jest smutne, że trzy miesiące przed końcem roku szkolnego tworzą się podziały, czuć niezręczną atmosferę w towarzystwie, a między ludźmi wiszą niewypowiedziane słowa. Tak naprawdę to wszystko nie wyglądało tak, jak wybiera się drużynę do gry w siatkówkę - to był po prostu moment, ulotna chwila, gdy zauważyłam, że pozostałe dziewczyny trzymają się z boku, siadają na oddzielnej ławce, już nie ma dyskusji z udziałem wszystkich z ,,naszej paczki". Może to była kwestia czasu, dziewczyny różnią się, nie muszą trzymać ze sobą. Jednak.. czuję takie zdziwienie, że po 6 latach znajomości z dnia na dzień takie coś może się zdarzyć i w dodatku można zobaczyć, jaki ktoś jest naprawdę.

Wniosek? Amerykańskie seriale mówią prawdę! Nie, nie taka miała być puenta. Chciałam się wyżalić, że to dla mnie smutne i trochę zadziwiające, jak ludzie z dnia na dzień mogą tak po prostu "odejść" i stanąć z boku. Jednocześnie być w naszym życiu i nie być, szeptać o nas i szeptać do nas. I mimo że akurat z tymi dziewczynami nie łączy mnie ,,głęboka przyjaźń" to liczyłam na to, że trzecia klasa minie nam spokojnie, bez zbędnych sporów i kłótni, bez pretensji. Heh, dobry żart. Jeśli kiedykolwiek będę narzekać na nudne życie w szkole, przypomnę sobie piątek 17 marca i chyba więcej nie będę. Ciekawe co bym zauważyła, gdybym stanęła z boku i popatrzyła na to wszystko z boku - pewnie wyglądałoby to śmiesznie, pewnie już za jakiś czas kiedy to przeczytam, roześmieję się w głos i opowiem o tej sytuacji koleżance, pośmiejemy się razem. Ale teraz to wydaje się być ważne i jest gdzieś tam z tyłu głowy. Ale... po co zadawać się z osobami, dla których jesteś tylko narzędziem, tak naprawdę tylko kolejną osobą na liście ,,do zapomnienia"?


Cieszę się, że jestem jednak wśród ludzi, których wybrałam sama na znajomych, których lubię, w których towarzystwie czuję się dobrze, którzy mnie akceptują, lubią i z którymi chciałabym wciąż utrzymywać kontakt. Przy nich nie tracę pewności siebie, a oni mnie nie depczą i nie sprawiają, że czuję się mała. Czy nie tacy ludzie powinni nas otaczać?
Wiele w naszym życiu zależy os osób, którymi się otaczamy, od naszego podejścia i od tego, co mówimy. Bo, pamiętajcie, słowa mają wielką wartość. Wystarczy wypowiedzieć coś nieodpowiedniego i może wiele się posypać.
Po co komu pogoń za popularnością i fałszywymi uśmiechami?

instagram | ask | snap: @nusia75

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz