2019/01/25

7 FILMÓW KTÓRE POKOCHASZ!

Ferie, ferie, ferie... Czyli FILMY i SERIALE! 

W ostatnim czasie nachodzi mnie coraz częściej ochota, żeby znaleźć dobry film, chwilę czasu i spokojnie go obejrzeć. DOBRY FILM. W ciągu kilku ostatnich tygodni, miesięcy widziałam kilka fajnych, a wiem jak ciężko teraz znaleźć porządny w Internecie. Nawet moje przyjaciółki stwierdziły, że ostatnio jakoś dużo tytułów podaję i zapisywały, żeby obejrzeć. Dosyć dawno publikowałam tutaj post na temat filmów, więc... czemu nie dziś? 😃

#1 
THE PURGE 


Nieco psychiczny film, moim zdaniem, aczkolwiek bardzo mi się podobał. Fajny pomysł - 12 h w roku, podczas których ludzie mogą bezkarnie zabijać innych. A w tym wszystkim rodzina, która przez przypadek ratuje bezdomnego ściganego przez grupę studentów... Studentów żądnych krwi. 

#2 
OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE 



Tym razem nie thriller, a fantasy. Zwyczajny z pozoru chłopiec po śmierci ukochanego dziadka poszukuje śladów jego przeszłości, trafiając na to, czego się nie spodziewał. Bardzo przyjemny film na podstawie książki, który chętnie oglądałam. Ładny. 

#3
POTWORNA RODZINKA 


Skoro tak skaczę między gatunkami, to... czemu nie bajka? Spotkałam się kiedyś z Doris i chciałyśmy obejrzeć Zaplątanych, a padło na Potworną Rodzinkę. Nie spodziewaliśmy się szału, lecz jak na bajkę była naprawdę bardzo fajna i pouczająca. Ale nie martwcie się, śmieszna także. Jeśli będziecie oglądać, koniecznie nie przegapcie scen z kochanym Draculą! ♥️

#4
RANDKA NA WESELU 


Komedia, komedia... "Randka na weselu"! Zabawny film z fajną obsadą, m.in. Zac Efron oraz Anna Kendrick. Może fabuła trochę typowa dla tego rodzaju obrazów, lecz nie męcząca, lekka. Dwóch braci nie może znaleźć dziewczyny - wiecie, taki typ imprezowiczów - więc publikują ogłoszenie o poszukiwaniu "tych jedynych", które będą szczęściarami i wybiorą się z nimi na elegancki ślub w gorącym kraju... Z tego musi wyniknąć coś niedobrego! 

#5 
MIDNIGHT SUN 


O tym filmie naprawdę nie muszę mówić wiele. Obejrzeliśmy go razem z moim chłopakiem, po czym na napisach końcowych spojrzeliśmy na siebie i oboje byliśmy zapłakani. Eh, Danduś, nie denerwuj się tylko na mnie, że Cię wydałam... 
Bardzo poruszający film o miłości, poświęceniu, chorobie i... innych rzeczach także. Naprawdę polecam, a nie chcę zbyt wiele zdradzać - po prostu w ostatnim czasie jest w moim "top".

#6 
MÓJ PIĘKNY SYN 


Dwie perełki na koniec, że tak powiem :) Oglądałam ten film w środę na wyjściu do kina ze szkoły i... poruszył mnie bardzo. Nie odezwałam się przez cały film do żadnej mojej koleżanki siedzącej obok. Jak się zaczął, tak nie mogłam oderwać oczu. I to nie dlatego, że aktor jest superprzystojny 😃 
Mój piękny syn opowiada historię Nicolasa, ale także jego ojca. Uroczą, pełną miłości, a zarazem cierpienia historię. Pomiędzy teraźniejszością, wypełnioną walką o trzeźwość syna, Groeningen (reż.) nawiązuje do wspomnień z dzieciństwa - pięknej zażyłości między ojcem a synem. Film mnie zachwycił. Mimo że wiele osób z mojej klasy nudziło się - wybaczcie kochani, ale żenada. 😛


#7 
LE CHALET


Było wszystko, więc dołączę serial, który wczoraj skończyłam. Mówię z góry, że nie jest szałowy, ale pełno w nim akcji, stale coś się dzieje. Opowiada o miasteczku Valmoline, jego historii i grupie młodych osób, które wybrały się tam na ślub, a zostały odcięte od świata... Bardzo podobała mi się czołówka tego serialu, aczkolwiek muzyczka, mimo że piękna, nieco mnie przerażała. Zwróćcie uwagę na to, co się w niej dzieje i koniecznie na muzykę w odcinkach :) 

To moja ostatnia SUPER 7 filmów, a jaka jest Wasza? Może macie opinię o tych - oglądaliście? Szukam czegoś nowego, więc odezwijcie się, jeśli macie coś dobrego :)  

Ankuuls going out, 
xxx

INSTAGRAM (Zapraszam na mój IG kochani! Jestem tam częściej!)


2018/11/28

Może i było trochę trudniej, ale (halo?!) bierzemy się do roboty!

Na początku już tradycyjnie polecam Wam muzyczkę 🎶


Postanowione i... jak widać, staram się tu być! Czuję, że prowadzenie bloga jest nie tylko rozrywką i niecodziennym zajęciem, lecz naprawdę pomaga mi posegregować myśli, przekazać coś naprawdę ważnego dla mnie i, wierzcie mi lub nie, zmotywować mnie samą. Wariactwo, działają na mnie moje mocne słowa (ale dopiero, gdy je przeczytam, hihi). 

Z każdym dniem coraz więcej przekonuję się o tym, że ludzie wokół są bardziej pesymistyczni, negatywnie myślący. Niekiedy bywa to już dla mnie nieco męczące i już nawet nie zły humor u innych osób, ale także i mój. Kiedy mam gorszy dzień, sama siebie mam dość! Nie tylko ja, ludzie wokół na pewno też mają mnie po uszy, takiego mruka albo złośnicy.

Ogólnie to...

W tym całym pesymistycznym nastawieniu moich bliskich ciężko coś zmienić. Moja współlokatorka prawie się do mnie nie odzywa, jest w swoim świecie. Moja przyjaciółka martwi się matematyką w szkole. Moja inna koleżanka całe dnie przesypia i ma słaby kontakt z innymi... Koleżankom nie chce się nic robić. Szkoła po prostu wykańcza. 
U mnie sprawa wygląda tak, że potrafię pocieszać każdego i przekonywać o moich racjach (motywować, rzekłabym 😀), tylko sama siebie nie potrafię, a taki jest ze mnie beznadziejny przypadek, że innym także ciężko mnie zmotywować. Ale! Zaczynam sobie z tym radzić. Oczywiście, że jestem zestresowana, zmartwiona i inne takie negatywności, ale nie chcę pozwolić na to, żeby rzeczy mało ważne burzyły moje ogólne szczęście. Zastanówcie się nad tym i Wy. Przejmujemy się rzeczami, które są dla nas ważne zaledwie przez chwilę i, co najgorsze, tracimy na to energię. 

Wiem, że nie jest teraz odpowiednia pora - jesień, cała ta depresja i nieprzyjemne pogody. Brrr, dreszcze mnie przechodzą kiedy pomyślę o temperaturze na minusie... Jeśli jednak pokonamy jesień, przetrwamy to, nie zapadając się w sobie i nie pozbawiając się energii, będzie nam już tylko łatwiej. Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo motywują i podziwiam wszystkie instagramerki, które mają tyle energii, a co więcej - przekazują ją dalej, dzielą się nią. I wiecie co? To na pewno daje im jeszcze więcej energii, bo to jak z uśmiechem - dajemy, a powraca ze zdwojoną siłą. 

Szczęście... 

Wymaga od nas poniekąd odwagi. Musimy ją zdobyć, żeby w końcu się ogarnąć ze swoim życiem, humorem i kontaktami z ludźmi. Na całokształt naszej teraźniejszości i przeszłości wpływa to, jak się zachowujemy, decyzje podejmujemy i to, jacy jesteśmy. Czy ktoś ponury i narzekający będzie miał wielu przyjaciół i będzie naprawdę dobrze czuł się w swoim życiu?

Nie wątpię w to, że ludzie szczęśliwi lepiej się czują, mają więcej pozytywnej energii i energii w ogóle, lepiej spełniają się w swoim życiu i są przede wszystkim zadowoleni ze swojego życia. Nie wiem jak Wam, ale mi zależy na tym, aby być, trwać i robić to z radością. Nie ma sensu czekanie na to, aż ktoś obdaruje nas szczęściem, takich prezentów się nie dostaje pod choinkę ani na urodziny. To jest tylko i wyłącznie w naszych rękach. Może i praca, zmiana nastawienia jest wymagająca, ale cel na pewno wart poświęcenia. 

Jesteście gotowi coś zmienić w swoim życiu i w końcu się ogarnąć?

Daję wyzwanie sobie i rzucam je też Wam. Ogarnijcie się w końcu i zacznijcie żyć tak, jak zawsze chcieliście, ale brakło Wam odwagi. Małymi kroczkami do celu. 

Ankuuls going out,
xxx

INSTAGRAM | snapchat: @nusia75 



2018/11/17

było ze mną źle...




Witajcie moi drodzy 😀



Dawno temu ostatni raz pisałam w tym miejscu. Nie ukrywam, że nieco wyszłam z wprawy, więc włączcie muzykę, usiądźcie wygodnie i bądźcie wyrozumiali. I cierpliwi, w przeciwieństwie do mnie 😂

Wyobraźcie sobie, że jesteście właśnie nad tym morzem i zamiast mnie, widzicie tam siebie. Wierzcie lub nie, ale raczej uwierzycie, bo to jasne, że chciałabym teraz tam być. Wspomnę tylko, że wszystkie zdjęcia są z październikowego wyjazdu do urokliwej Chorwacji, ale nie będę się w to zagłębiać. Jeśli chcielibyście więcej zdjęć z wyjazdu lub osobny post, zadajcie mi pytania pod tym wpisem lub dajcie znać jakoś inaczej 😉


Czuję się dość dziwnie, w końcu tu będąc. Ostatnimi czasy jedyne, co pisałam to tylko olimpiada, notatki na polskim i zadania z matematyki. Po powrocie z Chorwacji w szkole zaczął się ciężki, październikowy okres sprawdzianów, a dodatkowo nadrabiania zaległości. Tak bardzo chciałam, a tak bardzo nie miałam głowy, żeby tu być. Tak bardzo chciałam, ale nie za bardzo miałam wtedy głowę, by cokolwiek robić poza nauką. Trochę gorszy czas, na pewno też tak miewacie. 

Chciałam dać radę w szkole, nadrobić wszystko na czas i już działać na bieżąco. Wtedy też był ciężki czas, bo z moim chłopakiem nie widzieliśmy się już... 3 tygodnie. Słabo było, co tu ukrywać. Ciężko, smutno i po wakacjach, ot co! 
Miałam kilka takich chwil załamania, bo a to wpadła zła ocena, a to znowu w przyjaźni coś się sypało, znów tęsknota za domem, za chłopakiem... Było też sporo rzeczy, którymi sama się pogrążałam, bo tak naprawdę wszystko zależy od naszego myślenia. Głupia, za bardzo przeżywałaś wszystko. Taki samohejt czasami się przydaje, spróbujcie. Każde głupstwo mnie przygniatało, ciągnąc w dół. Prawda, że w szkole był zapierdziel, ale wszystko, dosłownie wszystko, potrafiło wpędzić mnie w zły nastrój, a przecież powinnam się nie przejmować aż tak.




Tylko... ciężko się zebrać i wziąć w garść. Nie tylko, jeśli chodzi o ruch, ale też o myślenie. Nie zawsze można sobie usiąść pod palmą i chillować. Ehhh... 
Takie psychiczne spięcie się i ogarnianie życia lepiej.. wooh, ciężka sprawa. Nigdy nie musiałam się nad niczym zastanawiać i pamiętać o tym, żeby się uśmiechać, nie przejmować i myśleć pozytywnie. To przychodziło tak naturalnie i bez wymuszania. Na koniec wakacji jednak trochę znajomości mi się posypało, później przywaliła mnie masa nauki i to jakoś pstryknęło. Nie chciałam tego, bo kto by chciał? Oczywiste jest, że lepiej się żyje szczęśliwym ludziom. A kto nam tego broni? 
Mimo, że jest masa spraw, które nas przygniatają, jest jeszcze więcej rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechamy, mamy cel w życiu i pragniemy dla nich żyć. 


 Mimo, że wiem, że moja kondycja psychiczna nieco podupadła, to nie zamierzam tak tego zostawić i przejmować się każdą pierdołą. Jeśli to nie przyjdzie naturalnie, popracuję nad tym i nie będę się przede wszystkim poddawać. Może spotykają mnie niemiłe rzeczy (hmmm... ostatni raz dziś...), jest wiele momentów, dla których jest przeznaczony specjalny uśmiech. Co więc sprawia, że jestem szczęściarą w tym życiu?


1. Mój chłopak

Nie za bardzo w to wierzyłam jeszcze rok temu, ale druga połówka daje ogromne, ogromne szczęście. To poczucie bycia kochanym rekompensuje wszystko, a jeden przytulas może naprawić wszystko, co było złe. ❣️

2. Moja rodzina 

Nie ma mnie w domu cały tydzień lub czasami nawet dwa, więc tęsknię za nimi bardzo i cieszę się za każdym razem, kiedy ich widzę i mogę z nimi spędzić czas. 
Uwielbiam też moją drugą rodzinę, którą widzę jeszcze rzadziej, a chciałabym częściej mimo tej odległości 300 km. To rodzina mojego D. 

3. Podróże i odkrywanie siebie 

Takie normalne zajęcie, a może dać tyle frajdy... Nie spodziewałabym się jeszcze 9 miesięcy temu, że będę sobie normalnie jeździć pociągami, autobusami i dam radę, będę odważna.

4. Czytanie książek i wspólne oglądanie filmów

Nie lubię oglądać sama, ale film z kimś to to, co uwielbiam! 

5. Rozmowa z przyjaciółmi

Od pewnego czasu się wykruszają, ale staram się docenić tych, których mam i to oni nadają barwy moim szkolnym dniom ❣️

6. Pisanie i fotografia 

Dlatego blog ma stać się miejscem, w którym będzie mnóstwo szczęścia mam nadzieję, 

7. Uśmiechy innych 

Kocham po prostu, kiedy ktoś się uśmiecha na mój widok lub z mojego powodu. Chciałabym często wywoływać u innych taki pozytywny wyraz twarzy, dlatego też lubię robić bliskim prezenty. 
Ucieszyłam się ostatnio, gdy wychodziłam z internatu, a rok młodsza koleżanka krzyknęła moje imię i mnie przytuliła 🎈

8. Rozmowa z innymi i pomoc im 

To jest to, co naprawdę lubię. Cieszę się, kiedy ludzie zwierzają mi się, ufają (a myślę, że można mi zaufać), a ja potrafię im pomóc i pocieszyć. Chciałabym, żeby zdarzało się to częściej. 

9. Wiele innych rzeczy, które wydłużyłyby ten post do nudnej nieskończoności...







Mamy za co uwielbiać życie, mamy powody do uśmiechu. Niech każdy tylko sobie to uświadomi. Nie chcę być pesymistką, ani realistką. Chcę znów być optymistką, bo mi się tak podoba. Pozytywność, słowo klucz. Mam nadzieję, że będzie tez nim na tym blogu.




Jak Wasze samopoczucie, Kochani??


Ankuuls going out, 
xxx

2018/09/09

czasem po prostu się zatrzymaj i zobacz co się stanie






Całe życie towarzyszyła mi ciągła walka - o przyjaźń, o szczęście, o miłość i wiele różnych rzeczy. Nie tylko mi, ale myślę, że każdy człowiek ciągle walczy. Chce coś osiągnąć, coś zatrzymać, czegoś uniknąć i wszystkim tym staje się w pewnym momencie zmęczony. 
Kiedyś, gdy minęło mało czasu od wyjazdu Zdrajcy za granicę, pisałyśmy dużo o tym, co się u nas dzieje. Poruszałyśmy tematy przyjaźni, dawałyśmy sobie różne rady, pewnie domyślacie się jak zagubiony może czuć się człowiek, który przebywa wśród obcych oraz człowiek, któremu wyjechał ktoś bliski. W tamtym czasie Zdrajca martwiła się o pewną sprawę i powiedziała zdanie, które do tego czasu powtarzam. Nie pamiętam, jak ono brzmiało dokładnie, ale właśnie coś w stylu, że czasem trzeba przestać walczyć. Kiedy tylko ciągle walczymy, przyzwyczajamy ludzi, że oni nie muszą się o nic starać, a my odwalimy tę robotę. Chyba dotyczy to głownie kontaktów z ludźmi, ponieważ kiedy sprawa dotyczy nas, to od nas wymaga się starania. W relacjach międzyludzkich podstawowa zasada powinna brzmieć: DBAJCIE o siebie. 



Ostatnio zauważyłam, że często w kontaktach między ludźmi występuje problem, bo tylko jedna osoba się stara, a druga nic nie robi, tylko czeka na propozycje i się zgadza lub nie. Wielu z nas doświadczyło takich sytuacji. To się może ciągnąć i ciągnąć, ale można też w pewnym momencie powiedzieć STOP i po prostu zaczekać, zobaczyć co się stanie. Mogą pojawić się pretensje typu: 
Dlaczego się nie odzywasz? 
Czemu tym razem nie zaproponowałaś spotkania?
Obraziłaś się?
Co Ci się nagle stało?




Wtedy najlepiej porozmawiać o tym, poczekać na odzew drugiej strony i sprawdzić, czy ta relacja na pewno jest ważna dla obojga, a nie tylko wygodna i niewymagająca starań. Czy warto wciąż tkwić w więzi, gdzie jest widoczne zaangażowanie tylko jednej osoby? Takie "przeczekanie" może wiele pokazać - naprawić sytuację, pozwolić problemowi się rozwiązać lub zakończyć koneksje, która powoli stawała się męcząca. 

Ten temat jest dla mnie w pewien sposób ważny, ponieważ miałam wrażenie, że w pewnym momencie mimo moich starań byłam niedoceniania i pewnego dnia to naprawdę stało się męczące. Nie ukrywam, że nie jestem człowiekiem idealnym, bo nikt nie jest, ale jednak starałam się. A nie jest fajnie starać się i nie czuć, że ktoś się stara o ciebie. Tym bardziej nie jest fajnie usłyszeć, że się nie starasz i że to koniec.


Ale wiem też, że właśnie warto zaczekać i dać losowi załatwić coś za ciebie. Nie można ciągle zabierać mu roboty, no nie? Zrezygnowałam i czekałam co czas pokaże. I kto wie, może akurat to była dobra decyzja? W każdym razie uważam, że słuszna.

Co sądzicie na ten temat?

Ankuuls going out, xx
instagram | snap: nusia75






2018/08/05

moja miłość 300 km stąd



Helołka (jak to kiedyś moja przyjaciółka wymyśliła 😛)


Jak tam wakacje mijają? U mnie ruchliwie, upalnie i słonecznie. Do tego stopnia, że znad morza wróciłam czerwona, z poparzonymi stopami (to jest możliwe) i piekącą skórą. Ale za to po kilku dniach męki wyszła z tego niebrzydka opalenizna ;)



W jakimś poście wspomniałam o odległości, jaka dzieli mnie i mojego chłopaka, nie wiem czy czytaliście i odhaczyliście? 280 km - przeraża Was to? Mnie kiedyś tak. Szczerze mówię, i Danonek to wie, że kiedyś nie wiedziałam, jak takie związki dają radę przetrwać. Jestem ogólnie osobą, która stara się nie oceniać osób i wiem, że są różne drogi, żeby taką więź utrzymać, ale z mojej perspektywy to wydawało się być tak odległe... Także nie wiadomo co nas w życiu spotka 😌






Tak wypadło, że on natknął się na mnie, a ja na niego. A ostatnio spotkaliśmy się w Toruniu (zawsze mówię ostatnio, a to było już dwa tygodnie temu).

Odległość może przerażać, odstraszać, przeszkadzać. Tak naprawdę utrudnia, nic w tym nowego i chyba każdy wie. Ale źle nie jest.
Z początku ja i Danonek nie sądziliśmy, że nasza znajomość może przerodzić się w coś ponad przyjaźń. Ustaliliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi i.. miało tak grać. Kurde, miało 🎔 Tylko na szczęście coś nie zagrało. Po trzech miesiącach byliśmy parą i żadna to tajemnica. Czas mi teraz pokazuje, jaka wtedy byłam wystraszona, zagubiona i pełna wątpliwości, czy to naprawdę tak się da. 






No i proszę, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! W sobotę wybiło pół roku od kiedy nie jestem sama. Pewnie jesteście ciekawi, jak to wszystko wygląda? Niezbyt skomplikowanie. Danonek ma prawo jazdy i przyjeżdża samochodem. W roku szkolnym widzimy się zazwyczaj co dwa tygodnie, czasami co tydzień. Najgorszy okres, kiedy się nie widzieliśmy to chyba było 1,5-2 tyg. Kiedy ja mam do niego wyjechać, jadę autobusem w nocy z piątku na sobotę i w niedzielę wracam prosto do internatu około 4 rano (umieram na lekcjach, ale chyba nikomu to nie przeszkadza). W wakacje sprawa wygląda trochę inaczej, bo Danonek pracuje, a ja mam wolne, więc spędzam u niego większość czasu. Sprawa byłaby utrudniona, gdyby rodzina mojego chłopaka nie akceptowała mnie lub byłabym niemile widziana, a jest wręcz przeciwnie i wszyscy są naprawdę mili i... chyba mnie nie nie lubią ;)




Nie zawsze jest łatwo, bo tęsknimy za sobą, często przebywamy poza domem, przez co cierpią np. nasze kontakty ze znajomymi, jeśli tego nie rozumieją i z rodziną. Bywa tak, że w roku szkolnym nie ma mnie w domu 2 tygodnie, bo cały tydzień spędzam w internacie, a na weekend wyjeżdżam do Wielkopolski. Nieraz ciężko nam spędzać dwa tygodnie daleko od siebie, nieraz narzekamy na brak pieniędzy, nieraz mamy inne obowiązki. Ale wszystko jest jak w normalnym związku - miłość, zaufanie (które naprawdę musi odgrywać ważną rolę), zazdrość (trochę albo więcej, zależy kto zazdrości 😛), spotkania i rozmowy. Często rozmawiamy przez telefon, na kamerce, piszemy ze sobą, wysłaliśmy też kilka listów i mamy nieustanny kontakt ze sobą. 


 Moim zdaniem w takim związku ważne jest planowanie. Żeby mieć czas dla wszystkich, spotkać się z przyjaciółmi, rodziną i przede wszystkim ze sobą nawzajem. Dobrze jest zapoznać się z koleżankami, kolegami, przyjaciółmi, rodziną - i taką taktykę my obieramy. Daniel zna wiele moich przyjaciółek, moją rodzinę, a ja znam wielu jego znajomych i chyba jeszcze więcej rodziny. Wtedy o wiele łatwiej jest pogodzić wolny czas, ponieważ zawsze można spotkać się paczką. 

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Zawsze kiedy się spotykamy, robimy coś ciekawego, nowego, żeby nie marnować czasu razem. Nie ma rutyny i monotonii, bo ten związek cały czas czegoś od nas wymaga. Dzięki temu też stajemy się bardziej samodzielni, odważni, musimy podejmować różne decyzje samemu. Minusy to oczywiście tęsknota i brak siebie nawzajem w każdej chwili, kiedy się nudzimy, mamy wolny czas, dzieje się coś przykrego (niestety w sekundzie do siebie nie dotrzemy). Zazdroszczę właśnie innym parom tego, że mają siebie pod ręką. Tylko że na razie nic z tym nie zrobię i po takim czasie wbrew pozorom przeszliśmy z Danonkiem do wniosku, że nie jest najgorzej i kiedyś na pewno będzie lepiej. 


Dlatego właśnie jeszcze go tym nożem nie zabiłam i jednak żyje ;)


Jakie jest Wasze zdanie na temat związków na odległość? Zdecydowalibyście się?


Ankuuls going out, xx
instagram | snap @nusia75