2018/04/21

What if i have found love?

 
Hello blogosphere!

Zawsze twierdziłam, że związki to jakaś porażka. Chłopaków wolałam raczej obserwować i do nich wzdychać, ale nigdy nie robić żadnych kroków w przód - sama świadomość, że darzę kogoś zainteresowaniem dawała mi w jakiś sposób szczęście. Ale to było kiedyś. 
Byłam dzieckiem, dorastałam wśród nieudanych związków. Wszędzie słyszałam tylko o rozwodach i rozstaniach, a sama idea bycia z kimś chwilę, po to, żeby za moment to się rozpadło...? Nie, dziękuję, wolę koty. Prawdziwa miłość była dla nie zjawiskiem nie do odkrycia. Archeolodzy odkrywali kości, których ja nigdy miałam nie dotknąć, zwykli ludzie znów odkrywali miłość, której ja nie chciałam dostrzegać. 

Chłopacy byli dla mnie kolegami, raczej niczym więcej. Ale.. to był wiek, kiedy wszystkie związki były jeszcze niepoważne i nietrwałe. Helloł, to było gimnazjum. Po co się pchać w coś, co jest skazane na porażkę? "Miłość nie ma sensu" - moje motto życiowe tamtego okresu. I w sumie może wtedy nie miała sensu, ale zaczęła go nabierać z czasem...



Znalazłam w sumie pod koniec 2017 roku IBF. Chłopak, przyjaciel, nic więcej - od początku takie było moje nastawienie i wiedziałam, że takie jest nastawienie Danonka. Dogadywaliśmy się świetnie, wiele rzeczy mieliśmy wspólnych, a ja wiedziałam, że mogę z tym chłopakiem pogadać o wszystkim, jak z prawdziwym przyjacielem. Pisaliśmy, gadaliśmy godzinami przez telefon, a ja czułam się wtedy niesamowicie szczęśliwa, mimo że poruszaliśmy absolutnie zwyczajne tematy, naszą codzienność podczas nocnych, kilkugodzinnych rozmów. Gadaliśmy w weekend, później wracałam do internatu i zaczynał się etap pisania, tak na okrągło. Pierwszy raz rozmawialiśmy do 4;00, a o 6;00 musiałam wstać. Było ciężko, ale z uśmiechem na twarzy, bo było warto! 
Niesamowicie się cieszyłam z tego, że mam takiego przyjaciela, wartego wszystkiego. 



Taka bańka mydlana...? Bańki mydlane często pękają, no nie?
Minęło trochę czasu i bum! widzimy się na żywo. Uwierzcie mi, to było coś, naprawdę. Już na starcie uznałam, że dzięki temu będę mieć niesamowite wspomnienia związane z tym rokiem. Za sprawą jednego wydarzenia. Tak naprawdę ja i Danonek znaliśmy się doskonale, ale nie twarzą w twarz (nie licząc rozmów na kamerce), ale dopiero poznawaliśmy swoje zachowania. Mimo to czułam się dobrze, jak z przyjacielem, którego znam dobrze, tylko po prostu długo nie widziałam, bo wyjechał na jakiś czas. Kto by uwierzył?



Ja nie. Do tej pory jak myślę o tym, co się wydarzyło, wydaje mi się, że śnię i zaraz się obudzę i, jak to zwykle bywa, zapomnę co mi się śniło. Ale każdego dnia otwieram oczy po przebudzeniu i sen nie znika, ale staje się rzeczywistością. Prawda jest taka, że teraz ja i Danonek jesteśmy razem i wierzę w miłość jak nigdy wcześniej. Chyba musiałam się przekonać na własnej skórze, że ona jednak istnieje. Niesamowite jest to, że mimo wszystkich dzielących nas przeszkód udaje nam się być razem, być szczęśliwymi i pełnymi wiary na przyszłość.
Szokiem było dla mnie to, co się wydarzyło. Miałam jasno wyznaczone granice, a jednak musiałam zostawić jakieś drzwi otwarte, skoro stało się tak, że usłyszałam te  o g r o m n e   s ł o w a "Kocham Cię". Nie żałuję, że tak się stało. Każdego dnia wstaję z uśmiechem na twarzy i z poczuciem, że mam kolejną bliską sercu osobę i ona ma mnie, a razem tworzymy coś pięknego. Co z tego, że jest odległość? To nic nie znaczy. Nie ma granic nie do pokonania.  ZAPAMIĘTAJ.


Bańki mydlane pękają, ale ja jednak w niej nie żyję. 


 Macie podobne doświadczenia? Może całkowicie odmienne? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzu! 

Dodajcie mnie w mediach społecznościowych, żeby być na bieżąco!
Snapchat: nusia75

Zdjęcia wykonała Dorotka ❤️

2018/03/23

krótka historia dnia wagarowicza

Witam Was tu w zapomnianym i nieodwiedzanym miejscu w Internecie Moi Drodzy 💚

PLANBE - WYRWAĆ SIĘ

Miałyśmy ambitne plany. Oj naprawdę, nawet więcej niż jeden, bo każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Ulepszanie, doskonalenie i nagłe zmiany zdań to chyba nasza specjalność. Nie ma co, kreatywność sięga granic możliwości, organizacja granic dna. No dobra, ona spada poniżej dna.
Miało być super i miałyśmy się spotkać starą ekipą. Tak się cieszyłam, nie pamiętam kiedy ostatni raz nasza piątka była razem. Nie pamiętam i chyba nie będę pamiętać, bo myślę, że do kolejnego spotkania w najbliższym czasie nie dojdzie. Wykruszyła się jedna - nie chciało jej się, druga też, potem już poleciało po kolei. Sprzeczki i w sumie tyle, nic nie wyszło. Jeszcze chyba to trochę zamgliło kontakty.
W gruncie rzeczy w dzień wagarowicza jak na grzeczną uczennicę przystało poszłam do szkoły na matematykę i po dwóch godzinach poszliśmy na wagary do kościoła na rekolekcje, a później na koncert Arkadio. I nie żałuję. Jezuuuu, pokochałam tego ziomka! 💜 Mam wrażenie, że jak mówił, każdy siedział jak zaczarowany i słuchał, moje koleżanki, przyjaciółki mówiły, że powstrzymywały się przed płaczem. Byłam wpatrzona jak w obrazek i zauroczona jego słowami, tak gościu mądrze mówił. Czasami są ludzie, którzy opowiadają na sucho o czymś, o czym nie mają pojęcia, on opowiadał o swoich doświadczeniach i tak dawał do myślenia, że mogłabym słuchać i słuchać w nieskończoność. Był tak szczery w tym co robił, w tym co mówił i w swoim sposobie bycia, że poczułam, że jego słowa naprawdę wnoszą coś do życia ludzi. Było zajebiście i już. Tyle myśli w głowie mi się zakręciło, zakwitła we mnie nagła chęć odnalezienia marzeń i wartości w moim życiu, bo uświadomiłam sobie, że aktualnie nie mam nawet żadnego marzenia, stałej pasji, która dawałaby mi radość i ustalonego celu. Czy tak się żyje?

Wybaczcie mi te zdjęcia, ale lustrzanka na razie leży i się kurzy, trzeba to zmienić!


Poszliśmy na wagary do kościoła i na koncert, za rok sobie odbiję. A Ty co zrobiłeś? Jakie jest Twoje życie?

INSTAGRAM |snap: @nusia75


2018/03/11

Omg, I am here!



Hej!

Ostatnio była mało aktywna tutaj,  w sumie nie tylko tutaj, bo w życiu też jestem mało aktywna, ale pomińmy to. W sumie doszłam do wniosku, że przez to, że nie jestem na co dzień w domu zaniedbałam wiele rzeczy - bloga, mój kochany aparat, pamiętnik, ogólnie to nazwijmy to wszystkim, co mnie określało. Chwilami teraz czuję się jak ktoś zwykły, bez żadnych pasji - człowiek, który wpadł w taką monotonię życia, że już nic nie wyróżni go pośród innych.
W 2018 roku wiele rzeczy się u mnie zmieniło, nowy rok przyniósł mi wiele szczęśliwych chwil i ludzi, których kocham z całego serca. Wiele rzeczy się uporządkowało, z innymi zrobił się kontrolowany bałagan, który mi nie przeszkadza.




Tak wiele się działo od czasu, kiedy tutaj ostatni raz napisałam cokolwiek, że po prostu ciężko nadrobić zaległości. Żeby być ze mną w miarę na bieżąco dodajcie mnie na snapie @nusia75 lub na Instagramie, obserwujcie też bloga, bo chciałabym, żeby to było miejsce jak dawniej ❤

Ankuuls going out, xx

PS wybaczcie, że dziś tak krótko i ogólnie, ale padam! Co się przez ten czas działo u Was? Jaki jest 2018 rok?

2018/01/24

Można milczeć i milczeniem zabijać

515 - TACO HEMINGWAY

   Można mówić lub myśleć, czasem za dużo. W sumie z oboma rzeczami można przesadzić. Problemy zaczynają się, gdy człowiek milczy zbyt długo i w końcu nie potrafi już składać zdań, dobierać słów. Problemem jest to, że nie umie zacząć znów opowiadać.
   Brak słów,  niewyrażanie emocji, niechęć do układania zdań i wydawania jakichkolwiek dźwięków - to też może być niebezpieczne, to też może ranić. Ludzie coraz mniej o sobie mówią, coraz więcej o kimś. Zamiast z kimś - o kimś. Tak jest najlepiej, nie trzeba wchodzić w bliższe relacje, ale wszystko staje się powierzchowne i płytkie, czasem nic nie warte. Czy one w ogóle coś znaczą? Skoro nie potrafimy mówić, dzielić się życiem, doświadczeniami, odkrywać siebie, trzeba się zastanowić, czy to wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jak możemy dać się poznać? Jak być prawdziwym wśród wielu tych fałszywych? Warto?


   W życiu w końcu kiedyś nadchodzi taki moment, kiedy trzeba zacząć mówić. Może nie każdemu, może komuś zaufanemu lub kompletnie obcemu, ale trzeba się pozbyć negatywnych myśli, odkryć siebie, poznać siebie, uwolnić siebie. Ostatnio rozmawiałam z Diabełkiem, doszła do wniosku, że czasem najlepiej o pewnych rzeczach powiedzieć komuś obcemu niż przyjacielowi - może ze strachu przed oceną? Może żeby później nie patrzeć i nie widzieć tych wszystkich rzeczy, które się wypowiedziało? Dobra, może coś w tym jest. Ale.. co z przyjaciółmi, rodziną? Jeśli nie otworzymy się przed nimi, nie zaczniemy rozmawiać z nimi, to jaki tego wszystkiego sens... To tylko bycie obok.
   Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach każdy chce być niezależny, radzić sobie sam z problemami i wszystkim pokazywać, że jest silny. Ale zdarzają się chwile słabości, chwile upadku, kiedy wstajemy z poobijanymi kolanami - i to jest normalne. Dlatego, mimo że sama jestem zamknięta w sobie, zawsze wszystkich zachęcam do mówienia, bo lubię słuchać, lubię pomagać jeśli tylko mogę. Może też liczę na to, że kiedyś ktoś będzie chciał wysłuchać mnie, ale to już taka bardziej samolubna myśl ;)
   Nie zabijaj ciszą siebie i ludzi wokół.

instagram | snap: nusia75 | weheartit | pinterest

Co u Was? Nie milczcie i odezwijcie się w komentarzach! 😀
  

2017/12/30

don't want it back


Nowe otoczenie, starzy ludzie w głowie. Nowe miejsce, wspomnienie starego w zakamarkach pamięci. Nowe sytuacje i porównywanie ich z minionymi wydarzeniami. Po co to wszystko? Żeby dojść w końcu do tego punktu w życiu, gdzie nakreślona jest gruba kreska oddzielająca przeszłość od przyszłości?
Szłam cały czas starą drogą, wciąż w pamięci mając stare czasy, moich starych znajomych i myśl, że to wszystko powinno wrócić i pytanie: dlaczego chciałam, żeby to się skończyło? O, źle zrobiłam. To był ślepy zaułek, ale już doszłam do ściany, możecie mi pogratulować. Zmarnowałam cztery miesiące, żeby tam iść, ale wróciłam już biegiem. Brawo, Ania. Dobra, więc w tym tygodniu dopiero udało mi się dojść do tej grubej kreski w moim życiu i to całkowicie przypadkiem. Ot tak po prostu spotkałam dawną znajomą z klasy i wcale chyba się nie ucieszyłam. Ciekawe, prawda? Kontynuując moje rozmyślania później doszłam do bardzo ciekawych wniosków, że wcale nie chciałabym wrócić do gimnazjum, szkoda że tak późno. Chciałabym może spotkać się kiedyś z kilkoma osobami, niewielką grupą, nic więcej. Tak naprawdę nie mam ochoty widywać innych, chociaż żadna z tych osób niczym mi nie zawiniła. Chyba w końcu wiem, jakimi osobami chcę się otaczać i wiem, że nie chcę w życiu nikogo, kto sprawi, że będę smutna, niepewna i nie będę mogła być sobą. Lepiej późno niż wcale, ale żałuję, że zajęło mi to tak długo.


Zanim zaczęłyśmy liceum ja i moja ekipa mówiliśmy, że będziemy tęsknić, nie znajdziemy nowych przyjaciół, będziemy siedzieć samotnie na przerwach i pisać do siebie. Bullshit. Głupia byłam, że uwierzyłam w te brednie, bo wszyscy łatwo się dostosowali do nowej rzeczywistości, mi chyba było najtrudniej, bo wciąż wierzyłam w te nasze wcześniejsze przekonania. Ogółem to nie polecam, nie trzymajcie się przeszłości. LUDZIE, BŁAGAM, NIE TRZYMAJCIE SIĘ PRZESZŁOŚCI. Nie powtarzajcie moich błędów. Cieszę się, że teraz trafiłam na kilka osób w nowej szkole, z którymi potrafię się dogadać i nie siedzę samotnie na przerwach, mam nawet nadzieję, że to, co nas łączy będę mogła nawet nazwać przyjaźnią. Ale żeby to zrobić musiałam odczepić się od tego, co było kiedyś, więc jeśli kurczowo trzymacie się tego, co już minęło, to radzę to powoli puszczać, jeśli nie ma to związku z tym, co jest teraz. Najgorsze co mogłam zrobić, to rozpamiętywać stare czasy w liceum i zastanawiać się, czemu nie mogą wrócić. Ale mam nadzieję, że to już za mną 😉

Nie chciałam opuszczać tego bloga i wciąż nie chcę, mam w zamiarze bywać tu częściej i liczę na to, że moje plany wypalą. Żadnych podsumowań raczej nie zrobię, bo rok się już kończy, a ja chyba zaspalam... Nie chciałam, żeby na koniec nie było tu żadnego postu, więc takie zakończenie 2017 jest chyba OK. Tak sądzę.



instagram | snap: nusia75

Trzymajcie się kochani, przywitajcie Nowy Rok z uśmiechem i powtarzajcie to przez kolejne 12 miesięcy każdego dnia 💖