2017/12/30

don't want it back


Nowe otoczenie, starzy ludzie w głowie. Nowe miejsce, wspomnienie starego w zakamarkach pamięci. Nowe sytuacje i porównywanie ich z minionymi wydarzeniami. Po co to wszystko? Żeby dojść w końcu do tego punktu w życiu, gdzie nakreślona jest gruba kreska oddzielająca przeszłość od przyszłości?
Szłam cały czas starą drogą, wciąż w pamięci mając stare czasy, moich starych znajomych i myśl, że to wszystko powinno wrócić i pytanie: dlaczego chciałam, żeby to się skończyło? O, źle zrobiłam. To był ślepy zaułek, ale już doszłam do ściany, możecie mi pogratulować. Zmarnowałam cztery miesiące, żeby tam iść, ale wróciłam już biegiem. Brawo, Ania. Dobra, więc w tym tygodniu dopiero udało mi się dojść do tej grubej kreski w moim życiu i to całkowicie przypadkiem. Ot tak po prostu spotkałam dawną znajomą z klasy i wcale chyba się nie ucieszyłam. Ciekawe, prawda? Kontynuując moje rozmyślania później doszłam do bardzo ciekawych wniosków, że wcale nie chciałabym wrócić do gimnazjum, szkoda że tak późno. Chciałabym może spotkać się kiedyś z kilkoma osobami, niewielką grupą, nic więcej. Tak naprawdę nie mam ochoty widywać innych, chociaż żadna z tych osób niczym mi nie zawiniła. Chyba w końcu wiem, jakimi osobami chcę się otaczać i wiem, że nie chcę w życiu nikogo, kto sprawi, że będę smutna, niepewna i nie będę mogła być sobą. Lepiej późno niż wcale, ale żałuję, że zajęło mi to tak długo.


Zanim zaczęłyśmy liceum ja i moja ekipa mówiliśmy, że będziemy tęsknić, nie znajdziemy nowych przyjaciół, będziemy siedzieć samotnie na przerwach i pisać do siebie. Bullshit. Głupia byłam, że uwierzyłam w te brednie, bo wszyscy łatwo się dostosowali do nowej rzeczywistości, mi chyba było najtrudniej, bo wciąż wierzyłam w te nasze wcześniejsze przekonania. Ogółem to nie polecam, nie trzymajcie się przeszłości. LUDZIE, BŁAGAM, NIE TRZYMAJCIE SIĘ PRZESZŁOŚCI. Nie powtarzajcie moich błędów. Cieszę się, że teraz trafiłam na kilka osób w nowej szkole, z którymi potrafię się dogadać i nie siedzę samotnie na przerwach, mam nawet nadzieję, że to, co nas łączy będę mogła nawet nazwać przyjaźnią. Ale żeby to zrobić musiałam odczepić się od tego, co było kiedyś, więc jeśli kurczowo trzymacie się tego, co już minęło, to radzę to powoli puszczać, jeśli nie ma to związku z tym, co jest teraz. Najgorsze co mogłam zrobić, to rozpamiętywać stare czasy w liceum i zastanawiać się, czemu nie mogą wrócić. Ale mam nadzieję, że to już za mną 😉

Nie chciałam opuszczać tego bloga i wciąż nie chcę, mam w zamiarze bywać tu częściej i liczę na to, że moje plany wypalą. Żadnych podsumowań raczej nie zrobię, bo rok się już kończy, a ja chyba zaspalam... Nie chciałam, żeby na koniec nie było tu żadnego postu, więc takie zakończenie 2017 jest chyba OK. Tak sądzę.



instagram | snap: nusia75

Trzymajcie się kochani, przywitajcie Nowy Rok z uśmiechem i powtarzajcie to przez kolejne 12 miesięcy każdego dnia 💖 

2017/11/02

We all feel lost sometimes

Hello blogosphere!









































Ludzie czasami się gubią. Potem się odnajdują, gubią się ponownie i szukają dróg. Próbują, popełniają błędy, ale... idą do przodu.



Nie znam osoby, która nie pogubiłaby się w życiu. Chociaż na malutką chwilę.. Każdemu zdarza się zgubić szlak. Jaś i Małgosia też zgubili drogę powrotną, racja? Ale znaleźli nową.
Wiek nastoletni to burzliwy okres poszukiwania siebie i swojego "ja". Kreujemy się, tworzymy osobowość, szlifujemy charakter... Ale przez to wszystko czujemy się zagubieni, niepewni tego, co teraz. Wszystko wydaje się takie zmienne. Właściwie to chyba takie jest, bo oprócz ciebie, własne problemy przeżywają także inni. A kto powiedział, że oni nie mogą zupełnie zboczyć z dotychczasowej ścieżki? 



Powiem Wam, że ciężko mi teraz stwierdzić, kim ja jestem. Nie umiem się się jasno określić, bo wciąż szukam tej mnie, która będzie autentyczna dla mnie i dla innych, z którą będę czuła się dobrze, Na pewno nie chcę być osobą, która widzi przed sobą same problemy, czarne barwy, myśli pesymistycznie i odstrasza.
Widziałam ostatnio mądrą myśl, dodałam ją nawet do zdjęcia na Instagramie.

Life isn't about finding yourself.
Life is about creating yourself.




Nikt nie poda nam na tacy gotowego przepisu na osobowość. Sami musimy go stworzyć. Od podstaw? Raczej nie, bo chyba już jakąś bazę posiadamy ;)
Ważne jest to, żeby żyć w zgodzie ze sobą i swoimi zasadami, bo ile jest wart człowiek bez zasad? Ile jest wart człowiek, który udaje? Proces tworzenia wymaga wielu prób, często nieudanych, które jednak w efekcie mogą prowadzić do sukcesu. Poprawka, muszą prowadzić do sukcesu! W końcu nadejdzie taki moment, że będziemy zadowoleni z siebie, zaakceptujemy to, jacy jesteśmy, zyskamy minimum pewności siebie i patrząc w lustro pomyślimy, że poznajemy tego człowieka po drugiej stronie.


Kreowanie siebie jest najtrudniejsze. Później, jeśli znów się zagubisz, zawsze odnajdziesz drogę powrotną, bo już wiesz dokąd.








A, i jeszcze jedno... Bądź dobrej myśli! 😀


Nie bój się błędów!

Nie ukrywaj się przed światem, tylko wychodź mu na przeciw!

 
Co możecie dodać? Zgadzacie się ze mną czy może macie inne zdanie? ;)

instagram | snapchat: nusia75


2017/10/25

Feel in love with autumn #MIX

Hello blogosphere!

Było słoneczko, nie padał deszcz, temperatura nie szalała... Teraz nie ma słońca, pada deszcz, a ja czuje, jakby było zimno jak w grudniu. I o ile czułam się super, kiedy widziałam promienie słońca za oknem, o tyle teraz mam ochotę nie wychodzić z łóżka. Najgorsze jest to, że nie umiem się tak zaszyć, kiedy jestem wśród ludzi. Dlatego z wytęsknieniem czekam na koniec tego tygodnia i święta w przyszłym tygodniu... Czy tylko ja potrzebuję takiego odpoczynku?
Jeśli macie podobne odczucia do mnie (albo nie!), to mogą Wam się przydać inspiracje.




2017/10/21

Co obejrzeć i nie żałować? - 5 filmów

Hello, blogosphere!


Wakacje to był piękny czas - pełen odpoczynku, snu, nocnego trybu życia (który uwielbiam), spotkań z przyjaciółmi, leniwych dni... Nie oszukujmy się, wakacje były pełne wszystkiego, co tylko chcieliśmy, może oprócz śniegu. Wrzesień to było wiadro zimnej wody: skończył się wolny czas, niektóre drogi (w moim przypadku) się rozeszły, wiele rzeczy się pozmieniało. Ale do sedna. Dopiero w poprzedni weekend udało mi się obejrzeć cokolwiek w Internecie. Przez cały tydzień żyję bez telewizora, z laptopa korzystam tylko do wysłuchania nagrań z francuskiego, a w weekendy już brak mi czasu na oglądanie nowych filmów, kończenie seriali. Gdybym mieszkała cały od poniedziałku do piątku w domu, podejrzewam, że nie miałabym takiego problemu i oglądałabym więcej nowości :) Dlatego chciałabym przedstawić kilka propozycji filmów do obejrzenia.

,, Aż do kości"


Świetny do oglądania na spotkaniu z przyjaciółką lub znajomymi. Opowiada o anorektyczce Ellen granej przez Lily Collins. Powiem Wam, że do obejrzenia tego filmu skłoniła mnie przyjaciółka, aktorka i temat anoreksji, który w sumie wydaje mi się ciekawy.
Główna bohaterka ma trudne życie - jej rysunki publikowane w Internecie zaważyły na losie jednej z jej obserwatorek, matka dziewczyny ma dziewczynę, w dodatku daleko, a ona sama czuje się bardzo samotna. Do czasu aż trafia do specyficznego domu, gdzie znajdują się osoby chcące wyjść z zaburzeń odżywiania. Nie martwcie się, na tym filmie na pewno nie będziecie się nudzić ;)

,,Nadeszło lato''



Ja, moja mama i brat obejrzeliśmy ten włoski film, gdy w wakacje nie mieliśmy co robić wieczorem. Przeglądałam kilka tytułów na Zalukaj i trafiłam właśnie na ten. Nie opowiada o żadnej życiowej tragedii, uczy nas jednak, aby korzystać z życia i się nie poddawać. Opowiada o chłopaku, któremu udaje się na wakacje wyjechać do San Franisco, ale... nie samemu. Towarzyszy mu Maria, za którą Marco nie przepada. Na miejscu zatrzymują się u znajomych znajomego, pary gejów. Dziewczyna jest sztywna i poważna, ma wiele "ale" co do miejsca ich zamieszkania... W trakcie trwania utworu wszystko się zmienia - Marco, Maria, Matt i Paul nawiązują trwałą przyjaźń, może nawet coś rodzi się coś więcej..?

,,Nietykalni''



Poznałam ten tytuł niedawno, bo w poprzednim wieczorku na maratonie filmowym w internacie. Spodziewałam się czegoś niezbyt ciekawego dla mnie, nie w moim stylu, a jednak miło się zaskoczyłam. Otwiera nam oczy na kilka spraw: sparaliżowany bogacz zatrudnia biednego, dopiero wypuszczonego z więzienia chłopaka do opieki nad sobą. Obaj wpływają wzajemnie na swoje zachowanie, zmieniają się pod swoim wpływem. Dzięki śmiesznym dialogom i zabawnym sytuacjom film się bardzo, bardzo przyjemnie ogląda, wymaga tylko trochę uwagi i skupienia. Naprawdę polecam :)


,,Before I fall''



Skusiłam się na obejrzenie ,,Before I fall" z mamą, ponieważ wyprodukował go Netflix i byłam bardzo ciekawa, czy robi równie dobre  filmy, co seriale. I się nie zawiodłam - bardzo mi się podobał. Dodatkowo porusza bardzo ważne kwestie akceptacji w środowisku, popularności i inności. Zmusza do refleksji i zastanowienia się nad swoim życiem - po obejrzeniu zastanawiamy się, którą postacią z filmu my jesteśmy, jak traktujemy innych, jak inni traktują nas.

,,Do utraty sił"



Kolejny film, który nie jest typowo dla nastolatków, czyli różni się od tych, które zazwyczaj oglądałam. Opowiada o pięściarzu, który w jednej chwili stracił wszystko - żonę, córkę, pieniądze. Spada na dno i musi od początku budować swoje życie, starać się, pokonywać trudności, których wcześniej w życiu nie doznawał. Pokazuje, że aby do czegoś dojść, trzeba stawiać małe kroczki, nie poddawać się i ciągle iść do przodu. Jest raczej poważnym filmem i wzruszającym, zmuszającym do refleksji.

Co Wy możecie polecić? :)

instagram \ snap: nusia75

2017/10/08

Not everything is depressed


Hello blogosphere!


Nie przepadam za jesienią. Szaro na dworze, pada deszcz, jest zimno. ZIMNO! Rzadko można spotkać tę "złotą jesień", kiedy jest pięknie, świeci słońce, a liście mają te przecudowne barwy. Po prostu ta pora roku = chandra = przygnębienie.
Dziś, gdy w końcu chwilowe słońce zmusiło mnie do ubrania się i wyjścia na dwór, uświadomiłam sobie, że nie wszystko daje się jesieni - trawa jest jeszcze zielona, liście na drzewach wciąż się trzymają, a kwiaty jeszcze mają płatki. Byłam w szoku, ale sobie pomyślałam: tak trzymać! Pójdę waszym śladem! Oh yeah! Nie usłyszałam tylko oklasków.
Prawda jest taka, że taka ponurość za oknem przygnębia. Chwila, może inaczej: zimno i deszcz za oknem przygnębia, ponurość raczej wprowadza w miły nastrój, gdy możemy usiąść sobie z kubkiem gorącej czekolady, napisać post na bloga, obejrzeć serial lub poczytać książkę. Chociaż szarość nie sprzyja robieniu zdjęć. Jak wykonać te przepiękne, pełne barw jesienne fotografie, gdy po prostu nie ma kolorów?! impossible



Tak samo jak natura nie daje się przygnębić, ja też się nie dam. Ta pora roku zawsze mnie przybijała, ponieważ:
a) nie lubię zimna
b) lubię spędzać czas na dworze
c) z tego co zauważyłam, coraz łatwiej wpędzić mnie w kiepski nastrój
d) jesień nie sprzyja aktywności na dworze (punkt a!)
e) robi się wcześnie ciemno

Same minusy, prawda? Nie chciałabym wciąż patrzeć na świat tak negatywnie (coś się stało z moją pozytywnością, ktoś może ją znalazł?), więc od dziś/jutra zaczynam szukanie w jesieni chociaż najmniejszych plusów. Może rozwinie się to bardziej i wpłynie na moje postrzeganie świata, bo, tak jak wspomniałam, coraz więcej we mnie negatywnego nastawienia. Będę z tym walczyć. Wewnętrzna walka się zaczyna. Go!




Kto jest ze mną?

instagram | snap: nusia75 | weheartit